Jest rok 2005. Niemal w każdej kuchni w USA stoi ekspres przelewowy – proste i zarazem fenomenalne urządzenie do parzenia czarnej kawy w dużych(!) ilościach. Nikt się nie spodziewa, że już za moment, już za chwilę, rynek kawowych zaparzaczy zmieni się raz na zawsze.
Oto pan Alan Adler, twórca zabawek latających Aerobie (coś jak frisbee, które kilkukrotnie były użyte do bicia rekordów Guinness), ogłasza światu swoją odpowiedź na niszę: równie proste w obsłudze co ekspres przelewowy, ale trudne do zepsucia, urządzenie do parzenia małej(!) ilości kawy.
Tak dla jednej, no ewentualnie dla dwóch osób. Nie na galony, nie na litry nawet, a na filiżanki właśnie. Niedługo potem, gdy AeroPress, bo o nim mowa, zdobędzie uznanie zarówno tych domowych jak i zawodowo zajmujących się parzeniem kawy entuzjastów, okaże się, że w swej prostocie jest zaparzaczem wręcz genialnym. Takim, który daje nieskończenie wiele możliwości parzenia kawy właśnie takiej jaką lubisz.
Co to w ogóle jest ten AeroPress?
Najprościej opisując, AeroPress to większa strzykawka do kawy. Składa się z trzech części: cylindra (do którego nasypujemy kawę, nalewamy wodę), tłoczka zakończonego uszczelniającą cylinder gumą/silikonem (to nim przeciskamy zaparzoną kawę do filiżanki) oraz sitka, do którego zakładamy filtr, aby oddzielić zaparzoną kawę od fusów. Tylko i aż tyle. Genialne pomysły są genialne głównie dlatego, że są esencjonalnie najprostsze na ile być mogą, aby spełnić swoje zadanie.
A wszystko to z myślą, w pierwszej chwili, o domowych użytkownikach. Dla ludzi. A skoro tak, to wynalazca zadbał i o to, aby AeroPress używało się przyjemnie. Zarówno podczas zaparzania kawy jak i później, po jej zaparzeniu – trzeba przecież umyć, a myje się go jeszcze prościej.
Tu pozwolę sobie na pierwszą dygresję w stronę kawiarki, której fanem nie jestem. Jednym z pierwszych powodów, dla którego makinetka nie jest moim faworytem są sprawy związane z jej konserwacją: mycie, suszenie, rozkręcanie, wymienianie uszczelek i nieustanna walka z zaciekami po twardej wodzie – bo przecież taką mamy najczęściej w polskich kranach.
Wracając do AeroPressu, można go myć w zmywarce, ale jeszcze piękniejsze jest to, że generalnie nie trzeba (przynajmniej nie od razu, nie po każdym użyciu). Na co dzień wystarczy odkręcić czarne sitko, fusy wycisnąć (dosłownie) do kosza, i zarówno sitko jak i silikon na końcu tłoczka przepłukać wodą (w terenie można przetrzeć ręcznikiem czy coś) i już.
Wnętrze jest generalnie czyste już samo w sobie, bowiem uszczelka, którą używamy do wyciskania naparu zbiera wszystko ze ścianek pozostawiając po sobie porządek. Bardzo miło i grzecznie z jej strony 😉 Raz na tydzień, przy sobocie – wiadomo – można zrobić tejże strzykawce większe spa. Warto wtedy ściągnąć uszczelkę z tłoczka, przemyć ją ciepłą wodą z odrobiną detergentu, również w środku.
I jeszcze taki pro-tip, jak już przy tym jesteśmy: żeby AeroPress nie kumulował w sobie aromatów wszystkich poprzednich kaw – nic nie działa tak dobrze jak świeże powietrze i odrobina rozłąki. Zatem polecam trzymać wszystkie części osobno, a jeśli nie, to przynajmniej czarne sitko obok.
Jak zmieniał się AeroPress na przestrzeni lat?
Genialność Adlera przejawiała się również w jego podejściu do sprzedaży, do rynku. Żeby nie komplikować prostej przecież (a tego chciał przede wszystkim) sprawy, firma wypuściła na rynek tylko jedną wersję AeroPressu. Gotowy zestaw, w którym oprócz samego zaparzacza (trzech opisanych już części) znalazły się: mieszadełko, łyżka miarka, stojak na filtry i 350szt. filtrów w komplecie oraz szeroki lejek.
Mieszadełko zostało zaprojektowane tak, aby nie naruszyć papierowego filtra podczas mieszania. Łyżka-miarka – żeby poradzić sobie bez wagi (od razu dodam, że na cylindrze są też oznaczenia filiżanek, aby wodę też odmierzyć bez dodatkowego przyrządu pomiarowego – odległości pomiędzy cyframi są skalibrowane na 50ml). Natomiast owy szeroki lejek pozwala zarówno wsypać kawę tylko do AeroPressu, a nie obok, jak i wycisnąć napar do naczynia o mniejszej średnicy.
I jeśli cokolwiek na przestrzeni lat się zmieniało, to jedynie kolor samego tworzywa i/lub oznaczeń. W danej chwili była dostępna tylko jedna wersja: najpierw pierwsza, potem druga, trzecia itd..
Na nic zdały się sugestie konsumentów, że powinny powstać też inne modele: że większy, że mniejszy, że szklany (bo tworzywo, to nie każdy lubi), że kolory, że przecież taki potencjał handlu i konsumpcjonizmu się marnuje. Pan Alan miał prosty przekaz i stał przy swoim twardo. Do czasu.
Do czasu, gdy postanowił przejść na zasłużoną emeryturę i AeroPress trafił w inne ręce. Wtedy kolejno zaczęły pojawiać się spełniające marzenia konsumentów inne opcje:
- AeroPress Go – mniejsza wersja spakowana od razu w kubek, dla podróżników;
- AeroPress Go Plus – też dla podróżników, tylko że inne, w innym kubku
- AeroPress XL – większa wersja, aby można było dużo kawy wycisnąć na raz;
- AeroPress Premium – ręcznie robiony, szklany – wiadomo, szkło zawsze lepiej jeśli ma być ekskluzywnie;
- AeroPress Clear & Colors – przezroczysty i w różnych kolorach;
- AeroPress Steel – cały ze stali nierdzewnej – proszę mnie nie pytać po co? 😐
Jak można się z powyższego domyślić, osobiście raczej uśmiecham się do tych innych wersji wymuszonych przez rynek. Jedynie do Clear & Colors wersji nic nie mam, a głównie dlatego, że odwołują się one do pierwszej myśli twórcy: prosto i dla ludzi. I trzeba tu zaznaczyć, że wersje te są z niemal niezniszczalnego tworzywa (można samochodem po nich przejechać – dosłownie, były takie testy) i we wszystkich barwach są transparentne, czyli (jak to było na początku w pierwszych trzech wersjach, zanim pojawił się dymny kolor tłoka) widać co się dzieje w środku, podczas parzenia.
Z podstawowego zestawu zniknęły też: lejek i stojak na filtry, a filtrów jest znacznie mniej na start 🙁 szkoda. O ile, gdy pierwszy raz rozpakowywałem swój pierwszy AeroPress (mam go do dziś, a to już będzie 14? lat) pomyślałem: na co mi to wszystko? o tyle okazało się, że wszystko jest przemyślane i używam wszystkich tych rzeczy. A wspomniany lejek uważam za niezwykle przydatny w różnych okolicznościach kawowych i nie tylko (do zup i innych dżemów).
AeroPress – idealne rozwiązanie w podróży
Ale skoro już padło słowo „Go”, to idźmy tym tropem. Popularność swoją AeroPress zawdzięcza m.in. temu, że od najpierwszej wersji był mały i mobilny, i lekki też. Bardzo łatwo jest go spakować (tak, tę wersję Original też) do torby czy plecaka. Skoro łatwo się myje, to i w terenie, i w hotelu będzie dobrym towarzyszem. A i w obu tych przypadkach niezwykle przydaje się jeszcze jedna jego zaleta: AeroPress wybacza wiele.
Nie jest zbyt kapryśny, jeśli chodzi o warunki zaparzania. Dobrze znosi niższe temperatury zalania wodą z termosu. Ma oznaczenia objętościowe, więc i na oko się sprawdzi. Nie trzeba palnika czy innej kuchenki (jak w przypadku kawiarki), żeby kawę przygotować. Grubość mielenia to też nie problem – AeroPress (a raczej przepisy, które działają) przyjmie wszystko: od mąki po gruz 😉. Wreszcie, nie trzeba specjalistycznej konewki do precyzyjnego polewania, zwykły czajnik czy rondel wystarczy.
Jest to – parzenie kawy w najróżniejszych okolicznościach przyrody… i niepowtarzalnej… – bardzo przyjemne hobby, które polecam serdecznie. Zdarzyło mi się parzyć kawę w górach, na plaży, naprzeciw pałacu Buckingham, podczas firmowego bankietu, pod Koloseum, w pociągu czy na MOP-ie. I powiem to głośno, i nie zostawiam tu miejsca do dyskusji: kawa w terenie zawsze smakuje lepiej. Dolce vita, jak mawiają we Włoszech.
Jak parzyć kawę w AeroPressie – najprostsza metoda krok po kroku
I gdybym miał tylko 10 sekund na opis, jak zaparzyć kawę w AeroPressie, to powiedziałbym, że: do sitka filtr, sitko skręcamy z cylindrem, całość na kubek, do cylindra sypiemy zmieloną kawę, nalewamy gorącą wodę, mieszamy, wyciskamy (niezbyt mocno) i już. Poważnie, to tyle, i to działa. W 3 s. to będzie tak: nasyp, zalej, zamieszaj, przeciśnij.
I teraz zaczyna się najpiękniejsze: AeroPress dobitnie pokazał, że standard 6/100 (popularna proporcja parzenia kawy przelewowej – 6 gramów kawy na każde 100 gramów użytej wody) czy sitko kawiarki, które zawsze trzeba wypełnić po brzegi, są tylko niepotrzebnymi ograniczeniami. Pij jak lubisz! Nalej wody ile lubisz. Nasyp kawy ile lubisz. Intensywniej, łagodniej – będzie dobrze i będzie tak jak lubisz!
Jaka kawa do AeroPressu?
No, nie będzie chyba zaskoczeniem gdy napiszę: każda. Tak, uniwersalność tego zaparzacza jest tak duża, że można wszystko. Mnogość przepisów, które zadziałają w tej kawowej strzykawce, powoduje, że z powodzeniem sprawdzą się zarówno kawy palone ciemniej do espresso jak i te jasne do filtrów. A skoro tak, to omniroasty oczywiście też. Lubisz klasycznie, kubek czarnej i przyjemnie gorzkiej kawy? – AeroPress.
Zachwycasz się lekkimi, owocowymi nutami w kawie? – AeroPress. Na każdą potrzebę, niczym kocyk w bagażniku – AeroPress. Oczywiście ten przepis do danej kawy warto dostosować. Ciemniej palone kawy lubią chłodniejszą wodę (80-85°C), a jaśniejsze kawy preferują wyższe temperatury (90-96°C), ale da się wszystko.
Dlaczego AeroPress to najlepszy nauczyciel parzenia kawy?
Dzięki tłokowemu wyciskaniu naparu AeroPress jest też idealnym zaparzaczem na początku kawowej edukacji. W żadnym innym urządzeniu do parzenia kawy nie da się tak łatwo odseparować zmiennych wpływających na smak kawy. Jest ich kilka: temperatura, grubość mielenia, czas parzenia, mieszanie i ilość kawy i wody.
No i tu możemy te parametry niemal dowolnie zmieniać, ale właśnie tak, jak edukacja lubi najbardziej: każdy osobno. W znakomitej większości innych zaparzaczy coś idzie w parze z czymś, a w AeroPressie jesteśmy panami czasu (przeciskamy kiedy chcemy) niezależnie od grubości mielenia. Żeby prawdziwie zrozumieć kawę (jak działa ekstrakcja), polecam tego aeropressowicza.
Metoda odwrócona AeroPress – co to takiego i dlaczego warto być ostrożnym?
Wkrótce potem jak AeroPress podbił świat, świat stanął na głowie. A konkretniej to AeroPress stanął na swojej jednej nodze, czyli na tłoczku. Bo gdy odwrócić kolejność składania i najpierw do cylindra włożyć końcówkę tłoczka, to możemy parzyć kawę (jak w kubku, w szklance) w pełnym zalaniu (immersyjnie) – nic nie kapie – a to daje kolejną porcję możliwości, powtarzalność i dowolne przedłużanie czasu parzenia. A gdy już namieszamy i zaparzymy, trzeba oczywiście założyć sitko z filtrem, obrócić zestaw* i po odwróceniu wycisnąć kawę do naczynia.
*Metoda odwrócona jest o tyle niebezpieczna, że podczas obracania tłoczek może wyjechać z cylindra i rozleje się nasza parząca się, gorąca kawa z fusami na nas i na pół kuchni. Wprawdzie żadna kawa nie pobudza tak szybko i tak skutecznie jak kawa rozlana (szczególnie na siebie), niemniej warto być tu bardzo ostrożnym, bo i sparzyć się można, i sprzątania co niemiara. Przede wszystkim trzeba zadbać o to, aby podczas odwracania trzymać obie części AeroPressu: tłok i cylinder, a to wymaga zaplanowania ruchów, co warto poćwiczyć na sucho.
Mimo ryzyka, przepisów w wersji inverted jest równie dużo (a może nawet więcej) co w ustawieniu klasycznym.
Mistrzostwach Świata AeroPress – o co w nich chodzi?
A skoro przy mnogości przepisów jesteśmy. Sprytnym zabiegiem popularyzatorskim było stworzenie, na swoich zasadach, cyklu World AeroPress Championship. Celem konkursu była przede wszystkim dobra zabawa (przez lata zapisana w regulaminie) w luźnej atmosferze, dzielenie się doświadczeniami i przepisami właśnie. Tradycją WAC jest obowiązek spoczywający na zawodnikach podzielenia się własną recepturą. Te mistrzowskie są później publikowane. Została wydana nawet książka z przepisami z zawodów.
Pierwsze Mistrzostwa Świata AeroPress odbyły się w 2009 roku, a wygrał je: Łukasz Jura. Tak, już od samego początku te zawody są związane z polską sceną kawy. Ale to nie jedyny nasz narodowy przyczynek. W 2016 roku po światowe złoto sięgnął kolejny Polak – Filip Kucharczyk, a jego receptura (https://aeropress.com/blogs/w-a-c-aeropress-recipes/1st-filip-kucharczyk-poland-2016) zrewolucjonizowała te zawody raz na zawsze. Przez trzy kolejne lata (notabene w 2017 WAC wygrała Paulina Miczka – Polka reprezentująca Anglię) królował przepis, który był wariacją na temat przepisu Filipa. Potem zmieniono regulamin 😀
237 – prosta metoda odwrócona parzenia kawy w AeroPressie
Historycznie warto powiedzieć o jeszcze jednym przepisie. W 2014 roku Mistrzostwa Polski AeroPress wygrała Ilona Przewoźniczek (dziś Saran) używając przepisu 237. Rok później wraz ze Sławkiem Saranem otwierali kawiarnię Forum. Z tej przyczyny to AeroPress parzony metodą 237 stał się podstawowym i jedynym alternatywnym urządzeniem do parzenia kawy w tej kultowej już dziś kawiarni.
Tej samej metody używał potem Sławek startując podczas Brewers Cup i nie chce być inaczej, w latach: 2016, 2019 i 2020 to dzięki 237 wyciśniętej przez AeroPress zdobył tytuły Mistrza Polski. Sama metoda jest prosta, daje napar bardzo słodki napar, ale jednocześnie nie gubiąc owocowego charakteru danej kawy. Nazwę swą bierze od sumy użytej proporcji składników: 17 g kawy i 220 g wody, czyli w sumie 237. O samym przepisie lepiej niech opowie Sławek: https://youtu.be/b4NTuKJM0js
Jak zaparzyć coffee SOUP w AeroPressie?
Dziś w fancy kawiarniach, w blasku sławy błyszczy Espresso w wersji SOUP, a ja… robiłem to zanim to było modne 😀 w AeroPressie właśnie. Nazywam to sobie kawą po polsku, bo intensywność ma zbliżoną do, moim zdaniem, naszych narodowych preferencji. Jest intensywniejsze niż lekkie dripki, ale zdecydowanie luźniejsze niż szatańskie, gęste włoskie espresso.
Myślę, że bierze się to z naszej historii związanej z Turcją i Bałkanami. Robiłem to zanim to było modne, bo gdzieś w okolicach 2012 roku, a robiłem to bo… bo to przepis z dołączonej w tamtych latach do AeroPressu instrukcji obsługi. Taki rechot historii, zatoczony krąg czy jeszcze jeden przykład na to, że różni ludzie w różnych częściach świata dochodzą do podobnych wniosków.
Przepis na kawę po polsku w AeroPressie – proporcje i sposób parzenia:
15-18 g średnio mielonej (jak drobny cukier, 20-24 na Comandante) kawy
100-120 g wody o temperaturze 85-95°C (w zależności od stopnia palenia kawy)
- przygotuj AeroPress do metody klasycznej;
- do AeroPressu nasyp kawę;
- włącz stoper i nalej wodę;
- mieszaj przez 10 s.;
- przeciśnij tak aby całkowity czas był krótszy niż 1 minuta.
Przepis na espresso tonic, kawę po wiedeńsku lub kawiarkę w AeroPressie
Polecam powyższy przepis na różne okazje, nie tylko w wersji czarne. Dobrze sprawdzi się jako baza do łączenia z mlekiem w latte macchiato. Można też z tonikiem – znacznie bardziej smakuje mi taka wersja niż klasyczne Espresso Tonic. Szczególnie gdy użyjemy kawy o bardziej owocowym profilu.
Można też ze śmietaną, w wersji z Pana Tadeusza, czyli po wiedeńsku de facto. Kończąc powiem jeszcze tylko, że doskonale może udawać napar z kawiarki i zawsze gdy mam sprawdzić jak dana kawa będzie smakować w kafetierce, to parzę ją w AeroPressie, tym przepisem właśnie.
